"Amandine. Pragnienie miłości" Anett Lievre


Opis:

Dla Amandine koszmar stał się rzeczywistością. Myślała, że ucieczka była jedyną drogą, by uwolnić się od codziennego piekła. Dla Evana zdrada ukochanej żony okazała się ciosem prosto w serce. Myślał, że ucieczka na inny kontynent pozwoli mu o tym zapomnieć i wieść spokojne życie. Czy się pomylili?
Dwie osobowości. Dwie pokaleczone dusze, które los postanawia splątać na pustkowiu w spalonej słońcem Australii. Niepewni, czy demony przeszłości ich dopadną, szukają swego miejsca na Ziemi, pragnąc miłości i zrozumienia.


Ilość stron: 330
Premiera: 29.01.2020
Wydawnictwo: WasPos





Moja opinia:


   Szczęście czasami w mig zamienić się w horror. Radość i miłość w piekło na ziemi. A każdy potrzebuje ciepła, szacunku, zrozumienia - swojej bratniej duszy. Kogoś kto będzie kochał całym sercem i dla kogo najważniejsze będzie szczęście drugiej połówki ponad wartości materialne i własną przyjemność.

   Amanda Wilson po ciężkim dzieciństwie, doświadcza jeszcze gorszego u progu dorosłości. I to ze strony najbliższych. Gdy przypadkiem poznaje Ethana sądzi, że w końcu udało jej się złapać szczęście za nogi. Niestety idylla nie trwa zbyt długo. Jej mąż staje się katem a ona marionetką na każde jego skinienie. Na domiar złego zostaje jej odebrane to, o czym tak bardzo marzyła. Gdy w końcu udaje jej się uciec trafia na bezkresne pustkowia Australii. To tu wycieńczoną i okrutnie pobitą, u kresu wytrwałości znajduje ją Evan. Mężczyzna, która na własne życzenie opuścił miasto i przeszłość za sobą. Swoją byłą żonę, która nie daje o sobie zapomnieć. Tych dwoje w drewnianym domu, z dala od złego i przeszłości będą dla siebie lekiem i ... pokusą. W ciszy i spokoju, pod okiem strusi Amandine i Ethan odnajdą nić porozumienia. Staną się dla siebie powiernikami. Choć połączy ich romans, tak ona nie może ani na chwilę zapomnieć o Ethanie. O tym, że nie jest bezpieczna. Że na każdym kroku i w każdej chwili mogą ją znaleźć.
Amandine to postać rozchwiana emocjonalnie. Chciałaby a się boi. T
o taki struś - piękny i pewny siebie ale lękliwy. Pragnie ciepła i miłości a gdzieś tam za uchem siedzi jej złośliwy duszek zadając ból wspomnieniami.
 
Evan zaskoczył mnie - okazał się być ciepłym i wrażliwym mężczyzną. Wie, kiedy zamilknąć, a kiedy połechtać komplementem. Cierpliwość też jest jego mocną stroną. Choć swoje przeszedł nie boi się zerkać z ufnością w przyszłość. 

   Autorka barwnie opisała krajobraz tajemniczej Australii. Nie zabrakło także wzmianek o Aborygenach. Gorące sceny miłosne przeplatały się z brutalnymi i szokującymi wspomnieniami Amandine. Ale nie znalazłam tu dzikich orgii a romantyczne uniesienia i przełamywanie barier. Całe postępowanie Evana było z wyczuciem. Płomienista rudość włosów odzwierciedla jej zamknięty w skrzyni na dnie serca temperament, do którego jej wybawca znalazł klucz. Niestety drzwi były zaklinowane a przez szczelinę ciężko było mu się dostać do środka.

  Ogólnie cała historia jest bardzo fajna. Etapy docierania do serca uciekinierki były w punkt. Jedno na czym się zawiodłam to wątek z mężem Amandine. Nie chcę zdradzać szczegółów ale dla mnie było zbyt mało mroku. Taki typ i takie macki a .... No właśnie. Poza tym autorka poruszyła temat bulimii. Niszczenie psychiki i wartości siebie. Chęci znalezienia swego miejsca i wolności. Decydowania o sobie. Uwolnienia się od przeszłości. Rozpięcia tych kajdan, by móc czerpać z życia pełnymi garściami. A także swoiste porównanie: mąż czy żona - bez różnicy. Każde z nich może okazać się być tym, który chce zniszczyć związek i tym samym drugiego człowieka.

   Ten debiut przeczytałam ekspresowo. Przyjemnie spędzony czas na historii dwojga obcych ludzi, których połączyła miłość - choć przecież właśnie od niej uciekli.

Jeśli kochasz romanse, to jest to historia dla Ciebie. 
   






Ogólnie: 8/10





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz