"Dom Beaty" Anna Kucharska




Opis:

Czym jest dom? Czy to tylko miejsce zamieszkania lub tymczasowego pobytu? Czy może „dom” to coś więcej? Może to miejsce wypełnione miłością i uśmiechami? A może „dom” nie jest nawet drewnianą lub murowaną konstrukcją?


Beata Polska, trzydziestopięciolatka z bagażem doświadczeń, będzie musiała odpowiedzieć sobie na to pytanie. Kiedy los niespodziewanie, nie pytając ją o zdanie, zmusza kobietę, aby powróciła do ojczyzny, ta jeszcze nie wie, że w rodzinnej Wetlinie dostanie szansę na odnalezienie samej siebie. Szansę na nowe, pełniejsze i szczęśliwsze życie. Tylko czy Beata odważy się z niej skorzystać? Czy okrutne wspomnienia z przeszłości w końcu uwolnią ją od siebie?

Beata kieruje się w swoim życiu przede wszystkim strachem. To ten lęk kazał jej szesnaście lat temu opuścić familijne strony i podążyć tam, gdzie nikt jej już nie znajdzie – do Stanów Zjednoczonych. Naiwna wiara, że zostawiając za sobą ojczyznę, zostawi też za sobą demony przeszłości, okazuje się krucha i kobieta bardzo szybko przekonuje się, że ucieczka z danego miejsca nie oznacza ucieczki przed samą sobą. Jednak, kiedy strach przed nieznanym ściska ją za gardło, nie potrafi postąpić inaczej, jak po raz kolejny uciec.

Jednak pewne uczucia okażą się silniejsze niż dławiący kobietę strach. Wszystko przez Michała Jaworskiego, jej pierwszą nastoletnią miłość. Odkąd spotyka go w Wetlinie, jej życie zaczyna się zmieniać jak w kalejdoskopie.

Czy istnieje miłość, która jest lekiem na całe zło? I czy istnieje dom, który nie ma konkretnego namacalnego adresu, ale jest czymś, co wzywa do siebie z wielką, niewyobrażalną siłą? „Dom Beaty” to książka, która odpowiada na te pytania. To opowieść o tym, że warto pokonać swoje lęki, aby nareszcie móc doświadczyć prawdziwego szczęścia.



Premiera: 24.04.2020
Seria: Bieszczadzka
Tom: I
Ilość stron: 338
Wydawnictwo: WasPos




Moja opinia:


   Dom to miejsce, w którym się dobrze czujemy. To nasza oaza, do której wracamy po ciężkim dniu. Gdzie czeka na nas ukochana osoba bądź zwierzak. To nasze miejsce na ziemi.

   Trzydziestopiecioletnia Beata Polska po tragicznych wydarzeniach z przeszłości ucieka z kraju. Jej celem stają się Stany Zjednoczone. Wystarczająco daleko od domu? Czy ta kreska oddzielająca ją od rodzinnej miejscowości skutecznie odgrodzi ją od demonów? Na pozór ma wszystko to o czym marzyła. Tylko gdzieś tam mimo wszystko coś jej serce podrzuca. To tęsknota za ukochanymi górami, które mimo że są piękne to bywają także zdradzieckie. To one zabrało jej ukochana osobę. Na domiar złego (a może dobrego) pewnego dnia dostaje telefon i musi powrócić do Wetliny, by rozwiązać problem. Natrafia na totalnie nowe wydarzenia, które macą jej spokój. Musi "pozbyć" się kłopotu jak najszybciej, by móc wrócić do Stanów. Nie przewidziała tylko tego, że na jej drodze stanie młodzieńcza miłość. A gdzieś tam za rogiem czai się to, przed czym uciekła. Czy Beata znajdzie swój prawdziwy dom? Ponownie wyjedzie? Czy wybierze rodzinne strony? Czy stanie do walki oko w oko z przeszłością? Czy ma w sobie dość siły, by to zrobić i by z nadzieją i ufnością spojrzeć w przyszłość?

    Idealnie zobrazowana rozterka doświadczonej przez życie kobiety. Rozdarta miedzy nowe miejsce a przeszłość. Między sercem a rozumem. Ta walka nigdy do łatwych nie należała. Szczególnie wtedy, gdy do głosu dochodzi przeszłość i pamieć o wydarzeniach, które chciałoby się wziąć gumkę i wymazać. Niestety tak się nie da. Autorka idealnie pokazała to, jak bardzo zmieniło się życie Beaty. To co ja spotkało w rodzinnej miejscowości i jak wpłynęło na jej życie. Jak ciężko jest zaufać i zmienić przyzwyczajenia. Bardzo fajnym pomysłem okazał się być sam "dom" Beaty. Pomysł na miejsce. Barwne i plastyczne opisy przeniosły mnie do oczyma wyobraźni w tamte rejony. Chciałam tam być i na własne oczy zobaczyć to otaczające piękno. Choc urzekające to również niebezpieczne. Autorka z precyzją chirurgiczną dozowała informacje z przeszłości umiejętnie wplątując je w teraźniejszość. Akcja nie stałą w miejscu. Ona szybowała. Nabierała rozpędu, by na chwilę odpocząć i znowu wskoczyć na najwyższe obroty. Cała paleta emocji została mi zaserwowana. Czy dobrze? Było idealnie. Czułam cała sobą ból i rozterki głównej bohaterki. Chciałam tam być, by jej pomóc. pocieszyć i dać nadzieje, że mimo wszystko warto zaryzykować. Nie warto odcinać się od przeszłości i udawać, że nie istniała. Aby pójść do przodu trzeba czasem zrobić kilka kroków do tyłu bo wyprostować to co było, zaakceptować i starać się zapomnieć. Nauczyć z tym żyć. By mieć czyste pole by iść na przód bez ciągłego oglądania się za siebie. Warto zaufać. A żeby nie było zbyt sielsko i spokojnie Ania postanowiła mi niczym w Śmigusa Dyngusa w pewnym momencie wylać na głowę wiadro wody. Mi i bohaterce. Pojawienie się tej osoby w żaden sposób się nie spodziewałam. I bardzo dobrze. Dostarczyła kolejnych emocji i wrażeń.

Uf, co to za książka. Co za historia. Dajcie się zaprosić na przejażdżkę tą górska kolejką. Tylko trzymajcie się mocno, bo to to zobaczycie oczyma wyobraźni i to co przeczytacie nie raz was zszokuje, pochłonie, rozbije serce i wyciśnie parę łez. Jesteście gotowi na historie Beaty? Na to co przeszła i na to co ją czeka? Gorąco polecam



 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz